Ranking UEFA a Polska

Zasady rankingu UEFA są lepiej lub gorzej znane przez każdego kibica piłki nożnej.  Obejmuje on 53 państwa członkowskie UEFA i decyduje ile drużyn w których fazach europejskich pucharów dany kraj może wystawić. Liczony jest on według pewnych zasad. Podstawą rankingu są dokonania klubów w rozgrywkach europejskich UEFA w ciągu ostatnich pięciu lat. Każda drużyna otrzymuje 2 punkty za zwycięstwo oraz 1 punkt za remis.  Punkty uzyskane z każdego sezonu przez kluby reprezentujące federację są dodawane, a później dzielone przez liczbę klubów tej samej federacji – tych, które brały udział w dwóch rozgrywkach klubowych UEFA. W ten sposób uzyskuje się wartość współczynnika dla danej federacji. Dodatkowo klub biorący udział w fazie grupowej i dalej Ligi Mistrzów lub Ligi Europejskiej otrzymuje dodatkowe punkty.

Przed tym sezonem Polska zajmowała 26. miejsce w rankingu ze współczynnikiem 12.541 (najlepsza Anglia ma 81.856) to pozwala nam wystawić 1 zespół w eliminacjach Ligi Mistrzów (2. runda) o raz 3 zespoły w Lidze Europejskiej (jedna dzięki zdobycie Pucharu krajowego, dwie to wicemistrz i 3 miejsce w tabeli).

Laikowi pewnie te liczby powiedzą, że w sumie dużo klubów może reprezentować nas w Europie. Jednak każdy kraj z miejsc 16.-50. wystawia tyle samo reprezentantów (wyjątkiem jest Lichtenstein, który nie posiada własnej ligi). Miejsca 7.-15. gwarantują federacjom wystawienie dwóch reprezentantów w Lidze Mistrzów, z czego z tych wyższych miejsc mistrzowie mają zagwarantowany start w fazie grupowej. Miejsca 4.-6. to 2 miejsca zagwarantowane w fazie grupowej i 1 miejsce w eliminacjach do niej. Z kolei trzy czołowe kraje w rankingu ma zagwarantowane miejsca dla trzech klubów w fazie grupowej Ligi Mistrzów, a jeszcze jeden może do nich dołączyć po przebrnięciu eliminacji.

Więc jak widać, Polska dzięki swoim “dokonaniom” w Europie tylu samu reprezentantów klubowych co Luksemburg i Wyspy Owcze, mimo że te kraje dzieli dwadzieścia kilka miejsc w rankingu. Jaka była przeszłość polskiego futbolu w rankingu i jaka będzie przyszłość? O tym napisze poniżej.

W pierwszej połowie lat 60. XX wieku Polska plasowała się około 20. miejsca na około 30 państw zrzeszonych w UEFA. Jednak 10 lat później osiągnęła swój najlepszy wynik w historii. Dzięki fantastycznym występom Górnika Zabrze i Legii Warszawa w Pucharze Mistrzów i Pucharze Zdobywców Pucharu (Górnik Zabrze doszedł do finału tych rozgrywek w roku 1970) nasz kraj zajął 7 miejsce. Do tego roku Polska regularnie przez 3 sezony zdobywała co najmniej 7 punktów w rankingu. Niestety, dalej była już tylko tendencja spadkowa. w 1980 roku Polska była już dziesięć oczek niżej. Lata ‘80 to nie wyżej niż 20. miejsce. W następnej dekadzie udało się uzyskać najwyżej 18. miejsce. W 1999 roku zmieniono zasady liczenia punktów w rankingu i zlikwidowano Puchar zdobywców Pucharów. Do nowego millenium Polska przystępowała na 20. miejscu. Pierwsza połowa lat dwutysięcznych to lekki progres. Dzięki dobrym występie Wisły w Pucharze UEFA w sezonie 2002/2003, w 2004 roku pojawiła się realna szansa wystawienia dwóch polskich klubów do eliminacji Ligi Mistrzów.  Zajmowaliśmy wtedy 16 miejsce, a 14., piastowane przez Ukrainę,  pozwalało na to. W tymże roku dzieliły oba kraje tylko niecałe 0.4 punktu w rankingu. Wystarczyło jeszcze raz, by jakiś klub osiągnął “coś” w Europie, a mistrz i wicemistrz kraju nad Wisłą biłby się o upragnioną Ligę Mistrzów. Niestety co się dział dalej dobrze wiemy. Polskie kluby fatalnie występowały na europejskich boiskach, i nawet całkiem niezły występ Dyskobolii nie poprawił naszej sytuacji. Zaczęliśmy spadać z miejsca na miejsce w rankingu. W sezonie 2005/06 Polska zdobyła tylko 1.125 punktu, najmniej w tej dekadzie. Jakże byłoby inaczej, gdyby Wisła nie przegrała w Atenach 1:4 po dogrywce w 3. rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Gdyby nie ta pechowa porażka, Polska osiągnęłaby jedną z najwyższych wartości punktowych w ciągu kilkunastu lat. Niestety, Wisła odpadła, a w Pucharze UEFA Wisła poległa z Vitoria Guimaraes, Płock odpadł z Grasshopers, Legia z FC Zurich, a Grodzisk z RC Lens (pokonując wcześniej słowacką Duklę).

W 2008 roku cieszyliśmy z dobrych występów Lecha w Pucharze UEFA (dało nam to 5 punktów w rankingu), ale pozwoliło to Polsce tylko na utrzymanie 26. miejsca. Wcześniej przez kilka lat spadaliśmy na łeb na szyję. Wizja większej ilości polskich klubów w rozgrywkach uefowskich oddaliła się na wiele lat. W 2009 roku nastąpiła reforma Platiniego, zlikwidowano Puchar UEFA na rzecz Ligi Europejskiej i zmieniono sposób kwalifikacji do Ligi Mistrzów, teoretycznie łatwiejszy dla polskich drużyn, ale jaki koń jest każdy widzi.

Jaka jest przyszłość polskiej piłki w Europie? Musimy trzymać kciuki za Lecha Poznań w jutrzejszym meczu z Dnipro. Awans do fazy grupowej Ligi Europy da nam możliwość zdobycia wielu, tak bardzo potrzebnych punktów w rankingu.

A co się stanie jak Lech odpadnie? Zakończymy sezon w pucharach z dobytkiem 1.875 punktu (tyle samo co niegrające już w pucharach Gruzja i Bośnia). W porównaniu z rankingu tegorocznego, w przyszłym roku wyprzedza nas Chorwacja oraz Białoruś. My wyprzedzamy Słowację, ale na chwilę, bo dziś właśnie Żylina awansowała do fazy grupowej Ligi Mistrzów, co daje im 4 punkty z góry (za sam awans). Tym samym spadamy na 28. miejsce. Na szczęście do niższego miejsca dzielą nas aż 4 punkty, ale widać, że już teraz jesteśmy najsłabsi z grupki krajów posiadających powyżej 10 punktów rankingowych.

Ewentualny awans Lecha Poznań do fazy grupowej Ligi Europejskiej nie daje żadnych bonusowych punktów, więc jeżeli Lech przejdzie z Dnipro, a następnie przegra wszystkie pozostałe mecze, to za rok polskie drużyny będą się “chwaliły” 28. miejscem w rankingu. Co prawda ilość zespołów występujących w europucharach się nie zmieni, ale to miejsce na pewno nie jest chlubą polskiej piłki.

* Skomentuj ten wpis

Wypada tylko przeprosić kibiców

Drużyna wykonała sporą pracę w okresie przygotowawczym, ale dziś było sporo błędów. To prawie całkowicie nowa drużyna i nie było jeszcze zbyt wielu chwil na zgranie - powiedział Maciej Skorża po sromotnej porażce Legii z Polonią.

Zgranie, zgranie. Polonia też ma zupełnie nową drużynę. Transfery zaczęła robić o wiele później niż Legia. Miała mniej czasu na zgranie. I co? Dzisiaj pokazała, że jest zgrana bardzo dobrze.

Skorża chyba powtórzył błąd w przygotowaniach jak rok temu przed meczami Wisły z Tallinem. Znowu jest kompromitacja. Szkoda, że zabrakło tych legendarnych słów z ust trenera wojskowych, bo to porażkę bym jakoś zdzierżył, a tak balonik pękł i wróciły koszmary z poprzedniego sezonu. A w poniedziałek Cracovia.

EDIT: Widzę, że co do sekundy zgrałem się z Weszło z tytułem :)

* Skomentuj ten wpis

Po meczu Lecha

Witam po dłuuuższej przerwie :)

Od czasu mojego ostatniego wpisu minęły Mistrzostwa Świata (nie chciałem o nich pisać, ponieważ w czasie ich rozgrywania tyle było opinii i felietonów na ich temat, że mój głos był chyba nie potrzebny w tej sprawie).

Teraz doszliśmy do momentu, gdy można zestawić fragment mojego poprzedniego wpisu z rzeczywistością, która dzisiaj pokazała po raz kolejny swoje smutne oblicze dla polskich kibiców.

25 maja br. napisałem “Teraz na piedestał wynosi się Lech Poznań. Klub, wydaje się, wzorcowo zarządzany, z licznymi kibicami, z budującym się ogromnym stadionem oraz posiadającym wielkie gwiazdy jak na możliwości naszej ekstraklasy. Wielu piłkarskich ekspertów uważa, że ewentualny awans do rozgrywek, do których nie zawitała żadna polska drużyna przez ostatnich 13 lat, zagwarantuje “Kolejorzowi” przewagę nad krajowymi rywalami w kolejnych sezonach ligi polskiej.” . Temat notki nie był ściśle związany z mistrzem Polski, ale sam wpis był zainspirowany wywiadami z “ekspertami piłkarskimi” na portalu Gazeta.pl, którzy byli święcie przekonani, że Lech odskoczy rywalom, bo ma ogromne szanse na awans po reformie Platiniego, bo, jak to określali, lepszy mistrz nam się nie mógł trafić. Sam w to wierzyłem. Jak widać ja i mnóstwo kibiców, którzy wspierają polskie drużyny w europejskich pucharach, bardzo się przeliczyliśmy. Niestety.

Dzisiaj Lech pokazał jak nie należy przygotowywać się do LM. I teraz zastanawia mnie jedna rzecz - czy to głównie wina FATALNIE przeprowadzonych transferów, czy jednak głównie to przygotowanie do meczów zawiodło. Mimo wszystko chyba stawiałbym na to drugie. Oczywiście, oczy bolą jak się patrzy na zupełnie niezgranego Tshibambę, w dodatku kopiącego się w czoło. Cały czas mam w pamięci sytuację z około 60 minuty, gdy Tshibamba zbiega na skrzydło przy przeprowadzonym ataku przez Lecha, tam gdzie kieruje się Wichniarek, który jest  w posiadaniu piłki i przeszkadza mu w jej rozegraniu! To pokazało, jak fatalnie zgrani są nowi zawodnicy z resztą zespołu.

W dodatku zespół, w porównaniu z pamiętnymi meczami w Pucharze UEFA został poważnie osłabiony. Lider Murawski, snajperzy Lewandowski, Rengifo - ich już w Lechu nie ma, a stanowili o sile tego zespołu. Był też Reiss, który zwiększał konkurencję w napadzie, chociaż ze względu na jego korupcyjną przeszłość już wolę o nim więcej nie wspominać. No i oczywiście wielki motywator Smuda, który uczynił Lecha najładniej grającą drużynę w Polsce.

W zamian za Murawskiego pojawił się Krivets. Za Lewandowskiego - Wichniarek. Rengifo zastąpił Tshibamba. Teraz jeszcze dojdzie ten Łotysz, ale on nie pomoże w walce o LE. I tak mi się wydaje, że gdyby przygotowanie zespołu zostałoby odpowiednio przeprowadzone, to nadal byśmy się cieszyli z dobrej gry Lecha. A tak - Wichniarek od miesiąca nadal nie może zagrać całego meczu na pełnych obrotach. Tshibamba doszedł tak żenująco późno, że nie wiem jak można było go brać pod uwagę w meczach ze Spartą. W normalnym klubie nie wszedłby z ławki, widząc to, jak jest zgrany z zespołem, a raczej jak nie jest (niestety ciężko powiedzieć, czy jakikolwiek polski klub jest normalny, widząc co wyczyniają polscy działacze). Jednak tutaj nie mam pretensji do trenera Zielińskiego, bo nie miał do wyboru żadnego innego napastnika. Peszko, Stilić, Gancarczyk, Krivets zagrali fatalnie. To nie są słabi piłkarze, udowodnili to wiele razy. Tak grającą Spartę w swojej optymalnej formie ograliby.

Jedno mnie zastanawia. Po co te całe przygotowania zagranicą w lecie (gdy w Polsce jest ciepło, a boiska pięknie się zielenią), gdy zaraz po nich polskie drużyny wyglądają jakby przez dwa tygodnie siedziały w domu przed tv? Na co to wszystko? Po co wywalać pieniądze w błoto, gdy zapewne w Polsce można równie nędznie przygotować zespół? Te fantastyczne obozy przygotowawcze Wisły i Lecha, po których ani nie ma zgrania, ani żadnej taktyki, ani KONDYCJI! Totalny bezsens i kasa wyrzucona błoto. Nie wiem, może jestem za prosty człowiek na to wszystko, a może o czymś nie wiem…

Trochę zboczyłem z tematu i zarazem zmęczyłem się pisaniem, bo naprawdę boli mnie stan polskiej piłki. Mimo, że jestem sympatykiem Legii, to kibicuje wszystkim polskim zespołom w rozgrywkach europejskich, a jak na razie przez ostatni tydzień ponieśliśmy same porażki.

* Skomentuj ten wpis

Kopciuszkowie w Lidze Mistrzów. Od nieba do piekła w kilka lat.

W Polsce mówi się, że jeżeli którakolwiek drużyna z naszego kraju w najbliższym czasie awansuje do elitarnej Ligi Mistrzów, to wtedy będzie panowała w naszej lidze przez następne lata. Powód jest prozaiczny. Pieniądze otrzymane z tytułu gry w fazie grupowej tych rozgrywek pokryłyby chyba każdy budżet klubu w Polsce, nawet, jeżeli drużyna zakończyłaby grę z sześcioma porażkami na koncie. Teraz na piedestał wynosi się Lech Poznań. Klub, wydaje się, wzorcowo zarządzany, z licznymi kibicami, z budującym się ogromnym stadionem oraz posiadającym wielkie gwiazdy jak na możliwości naszej ekstraklasy. Wielu piłkarskich ekspertów uważa, że ewentualny awans do rozgrywek, do których nie zawitała żadna polska drużyna przez ostatnich 13 lat, zagwarantuje “Kolejorzowi” przewagę nad krajowymi rywalami w kolejnych sezonach ligi polskiej.

Oczywiście, każdemu polskiemu kibicowi marzy się gra krajowej drużyny w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Czy jednak możliwość uczestniczenia w nich, gwarantuje, że może być tylko lepiej? Niekoniecznie.

Bardzo dobrze w pamięci mam dwie drużyny, które niespodziewanie wstąpiły do bram Ligi Mistrzów w sezonie 2005/2006. Mowa tu oczywiście o słowackiej Artmedii Bratysława i szwajcarskim FC Thun. Kluby, które wcześniej nie mówiły nic żadnemu kibicowi piłki nożnej, miały zagrać w fazie grupowej u boku takich firm jak Arsenal Londyn czy Inter Mediolan.

Dlaczego dzisiaj piszę o tych dwóch kopciuszkach? Otóż MFK Petrzalka (bo tak obecnie się nazywa drużyna, która w przeszłości grała w Lidze Mistrzów) spadła do drugiej ligi słowackiej, a FC Thun bo dwóch latach tułania się w Challenge League (szwajcarskiej drugiej lidze) dopiero co powraca na krajowe salony.

Artmedia Petrzalka zawdzięczała swój niebywały sukces właściwie jednej osobie: Ivanowi Kmotríkowi. Ten słowacki potentat w branży medialnej i właściciel kilku dużych krajowych drukarni zbudował klub, który zapewnił kibicom z Bratysławy niezapomniane emocje w postaci zakwalifikowania się do Ligi Mistrzów po pamiętnych meczach kwalifikacyjnych przeciwko Celtikowi Glasgow, w składzie którego dopiero co debiutowali Maciej Żurawski i Artur Boruc. Potem były magiczne mecze z Rangersami i FC Porto, które zapewniły temu małemu klubowi z bratysławskiej dzielnicy Petrzalka zakończenie fazy grupowej na trzecim miejscu i awans do 1/16 finału Pucharu UEFA.

Przez następne lata Petrzalka była w czołówce ligi słowackiej, zdobywając mistrzostwo w 2008 roku i dwa wicemistrzostwa w latach 2006 i 2007. I gdy wydawało się, że sielanka będzie trwała dalej wydarzyło się coś, co zatrzęsło całą słowacką ligą. Po zdobyciu mistrzostwa w sezonie 2007/2008, właściciel i główny sponsor klubu, Ivan Kmotrík, potajemnie przeszedł ze swoimi pieniędzmi do największego konkurenta Petrzalki - Slovana Bratysława, a ponad stuletni stadion klubu z Bratysławy został przeznaczony do rozbiórki w ramach nowego zagospodarowania terenu w tym miejscu - zbudowania bloków mieszkalnych i hotelu Hilton. Kibice byli zszokowani. Napisali list otwarty do byłego już właściciela klubu: “Wszystkie sukcesy klubu w sposób arogancki zostały zniszczone poprzez odejście [właściciela] z klubu - bez słowa wyjaśnienia, zostawiając klub bez dachu nad głową i zrozpaczonych kibiców. Nie chcemy prosić czy grozić. Tylko prosimy o bardziej sprawiedliwe odejście z klubu i spełnienia obietnicy pomocy w budowie nowego stadionu Petrzalki. Jeśli klub przestanie istnieć, Pan w istotnym stopniu się do tego przyczyni.”.

Niestety, list kibiców nie przeniósł żadnych pozytywnych skutków. Klub przejęła dzielnica Petrzalka i od tej pory był zmuszony rozgrywać swoje mecze na stadionie Intera Bratysława - Pasienky.

Od tej pory drużyna była systematycznie osłabiana, aż w końcu doszło do tego, że w sezonie 2009/10 swój skład Petrzalka opierała na młodzikach Interu. To nie mogło zakończyć się dobrze dla tego klubu. Mimo 13 punktowej przewagi nad ostatnimi Koszycami w przerwie zimowej, Petrzalka spadła z impetem z Corgon Ligi. Jakiż smutny musiał być obraz dwóch drużyn walczących o utrzymanie w pierwszej lidze, które jako jedyne w historii słowackiej piłki nożnej zagrały w fazie grupowej Ligi Mistrzów (Koszyce grały w LM w sezonie 1997/98). To, co wydawało się do tej pory niemożliwe, stało się możliwe. Petrzalka zagra w następnym sezonie w drugiej lidze, choć jej przyszłość maluje się w czarnych barwach, bo wspomina się też o likwidacji tego klubu.

Z FC Thun sprawa przedstawia się nieco inaczej. To nie był nigdy wielki klub w Szwajcarii. Dość powiedzieć, że to był najmniejszy klub, jaki kiedykolwiek przystąpił do fazy grupowej Ligi Mistrzów. W Szwajcarii zawsze rządziły właściwie tylko cztery marki: Bazylea, Grasshoppers, FC Zurich i Young Boys Berno,  z czego jedynie dwie pierwsze zakwalifikowały się w przeszłości do tych elitarnych rozgrywek.

FC Thun przystępowało w sezonie 2005/06 do Champions League z budżetem wynoszącym 2 miliony euro. Dość powiedzieć, że 9 lat wcześniej był to amatorski klub, grający w trzeciej lidze szwajcarskiej przy stuosobowej widowni. Thun zadziwiło Europę, odprawiając w eliminacjach z kwitkiem Dynamo Kijów i mistrza Szwecji, Malmo. Dziesięciotysięczne miasteczko wpadło w szał ekstazy. Malutki klubik z tej mieściny zagrało w elitarnej Lidze Mistrzów, wcale się nie ośmieszając. Thun, podobnie jak Artmedia, zajęło trzecie miejsce w fazie grupowej, wyprzedzając Spartę Praga.

Niestety, dla Thun gra na dwóch frontach okazała się zabójcza i tu nie pomogły wielkie pieniądze z Champions League. Z rok na rok klubowi coraz gorzej się wiodło na własnym podwórku, by w sezonie 2007/2008 spaść do Challenge League przy skandalicznych okolicznościach. 13 listopada 2007 policja z kantonu Bern ogłosiła, że dwunastu zawodników FC Thun i dziewięć innych osób podejrzanych jest o akt seksualny z piętnastoletnią dziewczyną. Policja ustaliła, że wszystko to wydarzyło się za zgodą dziewczyny, jednakże względu na szwajcarskie prawo były to czyny karalne. 20 listopada 2007 r. zwolniony został prawie cały pierwszy zespół. Do końca sezonu klub grał zawodnikami zespołu U-21.

Dopiero po tym sezonie FC Thun ma szansę się odrodzić. Po dwuletniej abolicji, w końcu wraca do szwajcarskiej ekstraklasy. Nikt w Szwajcarii nie wierzy, że będzie w stanie w najbliższym czasie nawiązać do wspaniałych wyników sprzed kilku lat, jednak w mieście trwa budowa zupełnie nowego, w pełni zadaszonego stadionu dla miejscowego klubu. Tak więc, przyszłość klubu wydaje się coraz jaśniejsza.

Przedstawiłem historię dwóch kopciuszków, które po chwili chwały znalazły się na zakręcie. Każda historia ma swój koniec, i nawet wielkie pieniądze nie potrafią zmienić jej biegu. Oczywiście, jest też wiele klubów, którym gra w Lidze Mistrzów pozwoliła opanować rozgrywki we własnym kraju, tak jak BATE Borysów czy Debreczyn. Jednak Liga Mistrzów nie jest i nigdy nie była gwarantem dalszych sukcesów.

* Skomentuj ten wpis

ITI - Mission Impossible

Witam,

Zaczynam bloga, którego już dawno chciałem założyć, tylko jakoś nie mogłem się do tego zabrać. W końcu jednak nadszedł czas, a przede wszystkim przybyły chęci i oto jest i on.

Mam nadzieję, że nie pozostawię tego miejsca po zaledwie kilku wpisach, jak to często bywa i starczy mi weny i czasu, by systematycznie dodawać nowe wpisy.

Może teraz napiszę coś o sobie: interesuję się piłką nożną od czasów maleńkości. Jestem kibicem Legii. Nie popieram żadnej strony konfliktu ITI vs SKLW (swoją drogą ubolewam nad tym, że w ostatnich czasach trzeba się od razu deklarować przy przedstawianiu się, kogo się popiera w konflikcie na linii zarząd - kibice).

Na Legię systematycznie chodziłem kilka lat temu. Ostatni raz zawitałem na Legii 27 lipca 2007 r. na meczu z Cracovią, i na tym meczu właśnie zaczął się protest kibiców. W między czasie jeszcze zawitałem na meczu Legia - Wisła w 2008 r. z racji wygrania biletów w konkursie na stronie legia.com (jednak bycie na meczu bez dopingu nie jest żadną przyjemnością, dlatego tego nie liczę). Może tyle tytułem wstępu.

***

ITI w Legii jest już 6 lat. 6 lat pełne porażek, nieporozumień, kłótni. Chyba nie tak miało być. Miała być “Wielka Legia” pod kierownictwem bankiera, Piotra Zygo. To jest właśnie największy problem Mariusza Waltera. Nie potrafi dobrać ludzi do specyficznej firmy, jakim jest klub piłkarski.

O Legii w ostatnim tygodniu pisało się dużo, zwłaszcza jeżeli mówimy o błędach i dyletanctwie. Ja chciałbym zajść temat od drugiej strony - co powinno zrobić ITI, żeby wróciła normalność i marzenia o wielkiej Legii.

Pierwsze co należy zrobić, to zmienić cały zarząd. Nie rozumiem tego, dlaczego w sytuacji w której Legia jest wyśmiewana ze wszystkich stron, ludzie za to odpowiedzialni dalej tkwią na stanowiskach i pobierają wysokie pensje. Leszek Miklas, dzięki któremu za darmo oddajemy za darmo najbardziej wartościowego gracza klubu, a reszta drużyny nadaje się na piłkarski szrot, teraz będzie odpowiadał za pion sportowy klubu… Przecież to jakieś kuriozum. Jakie ten człowiek ma doświadczenie w tej kwestii? Legia to chyba jedyna firma jaką znam, w której pracownicy nie odpowiadają za szkodzące firmie czyny i decyzje. Chciałbym też poznać osiągnięcia pozostałych członków zarządu: pana Drabczyka i pana Ostrowskiego, bo oprócz słynnych wywiadów, w których padały same klopsy, niczym nie zasłynęli.

Po drugie należy dojść do porozumienia z SKLW. Ja sam w pełni nie ufam temu stowarzyszeniu (tak samo jak nie ufam działaniom ITI). Jednak trzeba zacisnąć zęby i podpisać ugodę. Bez tego nie będzie kibiców na nowym stadionie. Nie ma się co łudzić, że bez tej zgody, “nowi” kibice zaczną przychodzić na mecze i głośno dopingować. Nie ma na to szans, ze względu na poziom sportowy, jaki prezentuje teraz Legia. Gdyby Legia zdobyła teraz mistrzostwo w składzie, w którym znajdują się piłkarze z prawdziwego zdarzenia, ITI mogłoby się pewnie obejść bez SKLW. A tak… jedynym logicznym wyjściem jest porozumienie. Niestety, wydaje mi się, że ITI od dawna nie działa logicznie, więc zapewne jest to moje pobożne życzenie.

Trzeci punkt planu odbudowy zespołu to nie transfery… a baza treningowa. Moim zdaniem jest to trzeci w kolejności priorytet, jakim powinno się zająć ITI. Bez kilku boisk wysokiej klasy nie mamy co liczyć na dorównanie europejskim średniakom. Nie mam pojęcia, dlaczego co chwila się o tym zapomina. Bez warunków do trenowania dla młodych chłopaków, szanse na to, że Legia kiedyś zasłynie na arenie europejskiej są mizerne. Wiele razy już się przewijał temat terenów warszawskiego Hutnika. Wielka szkoda, że nic z tego nie wyszło. Tym bardziej jest to bardzo poważna sprawa i już teraz ITI powinno szybko szukać miejsca, gdzie można wybudować szkółkę piłkarską z prawdziwego zdarzenia. Zapewne wtedy nie doszłoby już nigdy do sytuacji, gdy największe talenty z Mazowsza odchodzą do największych oponentów naszego klubu. Oczywiście wybudowanie szkółki wiązałoby się to z zatrudnieniem nowych pracowników odpowiadających za szkolenie przyszłych piłkarzy. I tu dochodzimy do kolejnego punktu…

Stworzenie profesjonalnej i rozbudowanej siatki skautingu. Myślę tu przede wszystkim o Polsce, może też o Bałkanach. Od dawna wiadomo, że nie ma co liczyć na perełki z Ameryki Południowej, gdyż co lepsza jest wybrana przez jakiś europejski klub. ITI, jak widać, jest innego zdania i to jest, moim zdaniem, poważny błąd. Mym marzeniem jest stworzenie siatki, w której jeden skaut odpowiadałby za jedno województwo. Oczywiście, nie wiem, czy jest sens coś takiego robić akurat teraz, bo aktualny poziom sportowy w Polsce jest bardzo mizerny, ale w przyszłości? Aktualnie należałoby się przede wszystkim skupić na naszym regionie. Niestety jak na razie ITI jest zajęte zupełnie innymi, błahymi, sprawami.

Dopiero na piątym miejscu mojej listy są transfery. A tu też jest wiele do roboty. Przede wszystkim dyrektor sportowy (Z PRAWDZIWEGO ZDARZENIA!) powinien przejrzeć niższe ligi. Szkoda, że w tym sezonie chyba nikt z Legii nie oglądał meczów niższej klasy rozgrywkowej. Już mieliśmy wiele przypadków, że młody zawodnik z niższej ligi od razu świetnie się przystosowywał do poziomu ekstraklasy (Lewandowski, Peszko, Błaszczykowski…). Wystarczy poszukać, a na pewno, kiedyś taki nieoszlifowany diament się znajdzie. Kolejnym etapem szukania zawodników jest ekstraklasa. Tutaj mam kilku kandydatów. Żaden Tshibamba (mamy już Chinyamę o podobnej charakterystyce), żaden Brazylijczyk z Flamengo. Ja bym postawił na atak Micanski - Niedzielan. Ten pierwszy pokazał swoją wartość w rundzie wiosennej. Osobiście jestem fanem jego talentu odkąd przybył z drugiej ligi bułgarskiej do Amiki Wronki. Wiem, że potem mu się już tak dobrze nie wiodło, ale myślę, że przy Macieju Skorży ten zawodnik utrzymałby swoją wyśmienitą formę. Za to Niedzielan jest doświadczonym zawodnikiem, który jeszcze wiele może zdziałać w naszej lidze i nie tylko, a jego największą zaletą jest to, że właśnie kończy mu się kontrakt i jest do wzięcia za darmo! Do tego dochodzi Chinyama, Korzym (mam nadzieję, że wróci z Bełchatowa), Górski, Kosecki… Osobiście mam też sentyment do Mięciela. Przydałoby się go zostawić w klubie, już myśląc też jako o pracowniku Legii (trener, skaut?), nie tylko piłkarzu.

Nie jest zwolennikiem kandydatur Sobiecha ani Nowaka. Ten pierwszy spaliłby się w Legii, za to drugi za często się leczy, a mając wspomnienia z kariery już chyba byłego “napadziora” Grzelaka…

Co do pomocy, to jak na razie przychodzi mi tylko na myśl Mateusz Cetnarski, lecz mam wątpliwości, czy Legii udałoby się go zakontraktować. Tak więc pewnie zostaje zagranica. A koniecznie trzeba wzmocnić pozycję defensywnego pomocnika, no i skrzydła, zwłaszcza lewe (konkurencja dla Rybusa).

Do obrony przydałoby się kolejne głośne ostatnio nazwisko - Sadlok. Przymierzany do lewej obrony, myślę, że poradziłby sobie ze słabym Wawrzyniakiem. Na środek obrony koniecznie trzeba znaleźć jakiego wartościowego zmiennika duetu Astiz - Choto. A najlepiej dwóch.

Tak więc lista życzeń jest długa. Jeszcze wiele pracy przed ITI, by naprawić to, co zepsuła. A niestety, ostatnie doniesienia nie napawają mnie optymizmem…

* Skomentuj ten wpis


Polecamy



Wyszukaj w blogu

RSS


styczeń 2012
P W Ś C P S N
« sierpnia    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031